Останні галереї:

finał mężczyzn

Наступна події:

ME WKO 2016
Дані:
Де:

Європейська організація Чемпіонат ЗКО.

інформація

Наступна події:

Poster_EC_Varna-2016
Дані:
Де:

Зважування Чемпіонат IKO старшими і молодшими пройде в Варні 21-22 Може.

calendar

Говорячи Ewelina Żuberek з Sensei Ендрю Kłujszo

Доданий:

Klujszo

Właśnie minęło 20 lat od powstania Koszalińskiego Klubu Karate Kyokushin. Z tej okazji przeprowadziłam rozmowę z Sensei Andrzejem Kłujszo, założycielem klubu, prezesem Zachodniopomorskiego Związku Karate Kyokushin, członkiem zarządu Polskiej Organizacji Kyokushinkai, і, co najważniejszeprekursorem Karate Kyokushin na Pomorzu Zachodnim.

Kiedy dokładnie zaczął Sensei trenować karate?

 

Zacząłem trenować, gdy miałem 20 lat i byłem w drugiej klasie Technikum Elektrycznego w Słupsku. Moim trenerem był Sensei Zbigniew Sędlak, który w owym czasie też był jeszcze uczniem.

 

A kiedy Sensei sam zaczął szkolić?

 

Zacząłem szkolić po roku czasu uczęszczania na treningi, ponieważ zainteresowanie karate w tamtym czasie znacznie wzrosło. Sensei Sędlak powierzył mi grupę młodzieży ze szkoły średniej i zacząłem prowadzić treningi, oczywiście pod jego nadzorem. Bazowałem na tym czego nauczyłem się od mojego trenera, który później systematycznie wysyłał mnie na szkolenia do Krakowa.

 

Pierwszy wyjazd do Krakowa ?

 

Nie pamiętam, w którym to było roku, bo wyjazdów do Krakowa było wiele. Pierwszy, który pamiętam był już podczas studiów. Pojechałem na tygodniowy obóz w czasie ferii zimowych. Spaliśmy poza Krakowem na prywatnej posesji chyba w 30 osób. Było zimno, bo był jeden piec, którego ktoś musiał pilnować żeby nie wygasł, bo wtedy marzliśmy. Łóżka były piętrowe, każdy miał taki szary koc jak w wojsku. Na treningi do Krakowa jeździliśmy autobusem, popularnie zwanym ogórkiem, po całym dniu ćwiczeń wracaliśmy się przespać, a rano z powrotem na trening. Jak któryś w nocy przysnął i nie przypilnował pieca to rano jak wstawaliśmy i chuchaliśmy to z ust leciała para.

 

Pierwsze zawody ? Результати ? Pierwszy sukces? Najbardziej pouczająca porażka?

 

Startowałem w zawodach trenując w Słupsku. Nie pamiętam pierwszego indywidualnego sukcesu. Pamiętam za to jak pojechaliśmy na zawody do Krakowa i zdobyliśmy jako Słupsk 5 miejsce drużynowo. Ukazał się artykuł w gazecie wraz ze zdjęciem. Moja mama namiętnie kolekcjonowała wszystkie tego rodzaju informacje i nadal mam gdzieś schowane te wycinki, już pożółkłe. Startowałem w różnych zawodach, m.in. Mistrzostwach Polski i Międzynarodowym Turnieju Smoka Wawelskiego. Największym sukcesem było dla mnie zajęcie 2 miejsca na Mistrzostwach Polski w Bytomiu w kategorii open, a ważyłem wtedy tylko 74 kg i spotykałem zazwyczaj o wiele cięższych zawodników. Nie pamiętam kiedy to było, ponieważ ja nigdy nie przywiązywałem do tego wagi. Co do porażki… Nie zachowałem w pamięci żadnej spektakularnej porażki, ponieważ nigdy nie przegrałem przez nokaut. Ale jakieś myślowe zastanowienie to z pobytu w Japonii, gdy oglądałem treningi Japończyków. Miałem wtedy takie myśli, że po ponad 30 latach ćwiczeń chyba nic nie umiem. My jeszcze nie doszliśmy do takiego poziomu jak Japończycy.

 

Kiedy i dlaczego przestał Sensei startować ?

 

Przestałem startować na przełomie 1979/80 рік. Jedynym powodem tego było to, że miałem naprawdę bardzo dobrych zawodników. Startując zająłbym miejsce jednemu z moich uczniów. To był jedyny powód.

 

Nie był Sensei pierwszym trenerem karate na Pomorzu, a jednak jest nazywany prekursorem. Dlaczego?

 

W roku 1977, jak zdałem egzamin do wyższej szkoły oficerskiej w Koszalinie, byłem inicjatorem założenia sekcji Karate Kyokushin w Wojskowym Klubie Sportowym „Przeciwlotnik”. Przyszło sporo osób, ćwiczyliśmy intensywnie i zaczęły się pierwsze starty w zawodach. Może dlatego Koszalin jest kojarzony z tym, że pierwsze sukcesy na arenie ogólnopolskiej i lokalnej wiązały się z zawodnikami z Koszalina, których ja bezpośrednio trenowałem.

 

Kiedyś było tak, że kluby nie istniały. Były tylko sekcje, ogniska, kluby zainteresowań. Sekcje z sąsiednich miast nie kontaktowały się, każdy ćwiczył tak jakby z osobna. Dopiero jak ja przyszedłem założyłem sekcje w klubie sportowym, zebrałem młodzież i zaczęliśmy profesjonalnie trenować. O Koszalinie zaczęło być głośno i wszyscy zaczęli do Koszalina lgnąć.

 

W którym dokładnie roku powstał Koszaliński Klub Karate Kyokushin (KKKK) ?

 

KKKK powstał na bazie Wojskowego Klubu Karate Kyokushin „Przeciwlotnik”, kiedy okazało się, że zainteresowanie młodzieży(i nie tylko młodzieży) było bardzo duże. Na halę sportową klubu „Przeciwlotnik” nie mogli wtedy wejść wszyscy, ponieważ była to jednostka wojskowa. W związku z tym powstała konieczność założenia nowej sekcji. Na przełomie 1993/94r. podjęliśmy, wraz z Cezarym Banasiakiem, starania i po złożeniu dokumentów i zarejestrowaniu klubu w Urzędzie Miejskim KKKK został założony. У зв'язку з, że miałem już doświadczenie w prowadzeniu tego typu organizacji i posiadałem odpowiednie uprawnienia, nie było większych problemów. Byliśmy miejskim klubem, więc mogliśmy korzystać z obiektów miejskich w Koszalinie. Jednym z powodów założenia sekcji, było też to, że nie istniała taka druga organizacja. Wcześniej były sekcje prowadzone przez innych Sensei, ale oni wyjechali i ludzie którzy tam trenowali zostali pozostawieni sami sobie. Więc założenie KKKK było dla nich alternatywą.

 

Ile razy KKKK stawał na podium zawodów ogólnopolskich?

 

Trudno mi powiedzieć. Nie chciałbym rzucać jakiejś horrendalnej liczby, ale jest to na pewno liczba dwucyfrowa. Trzeba by było zliczyć wszystkie puchary, które stoją w klubie i już się tam nie mieszczą, kilka jest też u mnie w domu. Zapewne ponad 50.

 

Skąd tak dobre wyniki ?

 

Na pewno praca zawodników. To oni wychodzą na matę i walczą, wygrywają lub przegrywają. Ich podejście, obecność na treningach oddanie się im. Jak przychodzą na treningi i słuchają tego co im mówię, to oni wierząc w to co mówię i stosując to na macie – wygrywają. Jeśli się pracuje solidnie i ciężko to prędzej czy później, a raczej prędzej, te wyniki przychodzą. Z drugiej strony, ja staram się przekazywać im całą swoją wiedzę. Poszedłem na AWF, żeby wiedzieć jak się prowadzi trening sportowy, cały czas podwyższam swoje kwalifikacje, obserwuję innych na zawodach, wyjechałem do Japonii, jeżdżę na obozy szkoleniowe do Krakowa i zgrupowania, zapoznaję się z nowymi trendami i staram się je wprowadzać na treningach. Ciągłe poszerzanie swojej wiedzy – to jest tajemnica.

 

No właśnie – Japonia. Wrażenia, cel podróży, powód podróży ?

 

Wrażenia ogromnie. Japończycy wiele mnie nauczyli, nie tylko dotyczącego karate, ale wzajemnego życia. Przestrzegają oni pewnych zasad bo tego nauczeni od urodzenia. Nie wiem czy nam europejczykom da się na stałe zamieszkać w Japonii. De facto żyje tam na stałe tylko ok. 1500 Polaków. Ich ramy dotyczące zachowania są tak sztywne, że nam byłoby trudno wytrzymać. To jest temat na książkę, a nie na krótki wywiad. Karate to ich sport narodowy, który pokrywa się z zachowaniem na co dzień. To te same kanony, prawa, które są przestrzegane. Cel podróży … zwiedzić, zobaczyć, przekonać się na własnej skórze jak tam jest, a nie słuchać opowieści innych. Także to, żeby zawodnicy byli dumni, że ich Sensei tam był, nauczył się czegoś i jest w stanie im przekazać. Chłonąłem jak najwięcej. Dało mi to pewien szeroki obraz tego co się dzieje w karate. Opowiadałem im wszystko, żeby mieli jakiś pogląd, żeby nikt im nie wcisnął kitu. Narobiłem zdjęć i im pokazałem. W Japonii zdałem egzamin na 3 dan lecz dowiedziałem się o tym dopiero po roku. U nich długo czeka się na decyzję, nie tak jak u nas.

 

Fenomenalne jest to, że na zawodach karate nie ma nagród za stanięcie na podium, a ludzie jednak walczą. Dlaczego ?

 

Nie jesteś pierwszą osobą, która o to pyta. Nawet moja mama się wielokrotnie zastanawiała po co ja ciągle ćwiczę skoro ciągle przychodzę z siniakami i złamanymi kończynami. Я, że do tego trzeba podejść od całkiem innej strony. Nagrodą za to co robisz jest twoje poczucie wartości, tego co potrafisz, szacunek innych ludzi, satysfakcja z tego, że ciężka praca, którą w to wkładasz się opłaciła. To jest główna nagroda. Moment, kiedy stajesz na podium, wszyscy klaszczą, obejmują cię… to ma zupełnie inny wymiar niż w innych sportach. To nie jest wymiar pieniędzy tylko poczucia tej wartości, więzi z ideą, którą wyznajesz i którą w jakiś drobny sposób udało ci się zacieśnić. Mistrzem się bywa a karateką się jest całe życie. Walczą, bo cały czas mają w sobie ten głód doskonalenia się. Jeden sukces, jedno stanięcie na podium cię nie zadowoli. Sam Oyama mówił, że życia jest za mało żeby poznać tajniki karate.

 

Jakie cechy musi posiadać zawodnik, by móc wygrać zawody w kat. ciężkiej?

 

To jest pytanie trudne. Biorąc pod uwagę historię mistrzostw świata, to wygrywali zawodnicy, którzy mieli po 70 kilka kilo. Przykładem może być zawodnik Gary O’Niel , wygrywał on z zawodnikami, którzy ważyli po 120 кг, był bardzo szybki, miał wspaniałą technikę, niesamowite wyczucie, wrodzony talent. My też mieliśmy i mamy takich zawodników np. Петро Савицький, który też miał ten talent, coś ulotnego, co potrafił rozwinąć i wygrać. Ale na pewno trzeba posiadać niesamowitą odporność, koordynację ruchową, гнучкість. Odpowiednie cechy charakteru – ten, który marzy o zostaniu mistrzem powinien być pracowity na treningach. Nie powinien się czuć zawodnikiem kategorii ciężkiej, tylko psychicznie nastawić się na walkę szybką i dynamiczną, a nie ociężałą.

 

Czy trudno znaleźć wsparcie przy organizacji zawodów? Zainteresowanie ze strony sponsorów?

 

Bardzo trudno. Mówię o wsparciu finansowym, bo jeśli chodzi o wsparcie organizacyjne to z tym nie ma problemów. Mamy w klubie oddanych ludzi, гравці, rodziców, Sensei i sama organizacja nie stanowi dla nas żadnego problemu. Największym problemem jest wsparcie finansowe. Dlaczego? Bo Koszalin jest bardzo ubogi w tego typu sponsorów. Im się oczywiście Karate Kyokushin podoba, ale jeśli chodzi o wsparcie finansowe to mówią „tak”, ale gdy przychodzi co do czego to wolą przeznaczyć je na inne cele. Sponsorzy czasami dadzą nagrody rzeczowe. Jeszcze większym problem jest uzyskanie wsparcia na wyjazdy zawodników na zgrupowania lub Mistrzostwa Europy. Gdyby na zawody mieli jeździć tylko Ci, kogo sponsoruje ministerstwo sportu, to na ostatnie Mistrzostwa Europy w Legnicy zamiast 7 pojechałoby 2 гравці. Pozostałą 5 sponsorowali zawodnicy klubu, starzy Sensei ( jest to około 12 osób), rodzice i znajomi.

 

Jak mogłoby wyglądać życie Sensei, gdyby nie karate?

 

Nie mam zielonego pojęcia. Chyba byłoby zdecydowanie bardziej spokojnie. Ale myślę, że gdyby nie karate robiłbym coś równie zwariowanego, coś co pochłania i bardzo wyczerpuje. Tak już jestem zdominowany tym karate, że nie rozważałem nigdy możliwości, że mogłoby być inaczej. Nie rozważałem, czy mógłbym być marynarzem, kierowcą rajdowym, czy skakać jak Małysz na nartach. Niewątpliwie byłoby to coś co niesie za sobą różne wyzwania, pewien regulamin, któremu trzeba się w końcu podporządkować. Zdarza się, że człowiek ma w życiu takie chwile, że się rozlatuje. W Kyokushin są sztywne ramy, więc w końcu trzeba się wziąć w garść i iść do przodu. Nie wiem czy istnieje coś takiego drugiego, trudno mi powiedzieć , ale myślę, że dobrą rzeczą było spotkanie Karate Kyokushin na początku swojego życia.

 

Czy ma Sensei swego rodzaju satysfakcję, że wprowadził Karate Kyokushin na Pomorze Zachodnie ?

 

Olbrzymią. Nigdy w życiu nie myślałem, że rozpętam tutaj taką burzę. Jest dla mnie satysfakcją gdy widzę ilu ludzi studiuje Karate Kyokushin. Cieszę się bardzo, gdy mi mówią, że gdyby nie ja to by tego wszystkiego nie było.

 

Przyszłość Kyokushin?

 

Jest niezagrożona. Wciąż powstają nowe kluby. Kyokushin jako ruch społeczny rozwija się i nie jest zagrożony na świecie niczym. Podejmowane są starania by wprowadzić karate na olimpiadę. Я сподіваюся,, że mimo iż jest kilka ruchów Kyokushin, to powrotem będzie stworzona jedna organizacja i myślę, że wszyscy powoli dochodzą do tego wniosku.

 

Ostatnie pytaniekiedy 4 ніж ?

 

Jak najszybciej się da. Tyle mogę powiedzieć. Będę się starał zrobić to jak najszybciej, bo nie ukrywam że z każdym rokiem, który upływa jest co raz trudniej, ale składanie jakiś obietnic, co do konkretnej daty nie leży w mojej naturze, bo później się trzeba się z nich wywiązywać. Nie lubię czegoś mówić, a później tego nie robić.

 

Z Sensei Andrzejem Kłujszo rozmawiała Ewelina Żuberek

Коментарі

Коментарі


Недавні інтерв'ю

Більше від

Інформаційний бюлетень

Партнери

  • Centrum Kultury Japońskiej
  • http://mmaoctagon.pl/
  • http://www.facebook.com/SztukiWalki
  • Start-Stop fundacja